Światło pojedynczej świecy tańczyło na wilgotnym, kamiennym sklepieniu lochu, rzucając monstrualny cień na spękaną ścianę. W sercu tej ciemności Sand dan Glokta oparł się ciężko o swoją laskę, czując znajomy, rwący ból w lewej nodze.
Spojrzał w dół na więźnia - potężnego wojownika innych, dzikich plemion, którego skóra była pokryta rytualnymi tatuażami, a teraz także warstwą brudu i potu.
Dzikus był przywiązany do ciężkiego dębowego krzesła. Choć jego ciało nosiło ślady tortur, w czarnych jak węgiel oczach płonęła wciąż duma oraz pierwotna pogarda.
Plunął krwią pod nogi inkwizytora.
- Nic nie powiem, kaleko - warknął w łamanej mowie cywilizowanych ludzi PODZIEMIA.
- Twoi bogowie są słabi. Moi dadzą mi się, by przerwać każdy lek i strach.
Glokta uśmiechnął się krzywo, odsłaniając puste dziąsła. Zamrugał z powodu pieczenia w sparaliżowanym oku.
Dlaczego oni zawsze mówią o bogach? - pomyślał.
Bogowie rzadko zaglądają do piwnic inkwizycji. Jest tu zwyczajnie zbyt duszno.
- Wasi bogowie, mój drogi przyjacielu - zaczął Glokta, a jego głos był cichy , wręcz melancholijny - zostali na waszym kontynencie... z resztą kwestią czasu jest aż ich stamtąd wygonimy - a Was "ponaprawiamy". Tutaj, w tych murach, jedynym bóstwem, które decyduje o twoim oddechu jest arcylektor Sult - a ja jestem jego pokornym sługą.
Glokta powoli, z trudem przeniósł ciężar ciała na prawą stronę i skinął głową w stronę cienia.
- praktyku Frost. Wyjaśniaj naszemu gościowi reguły domu prawdy.
Z ciemności wyłoniła się potężna, blada sylwetka albinosa. Jego twarz była jak wykuta z marmuru - pozbawiona jakichkolwiek emocji. Wielki praktyk podszedł do stołu z narzędziami, a metaliczny, czysty brzęk żelaza sprawił, że mięśnie dzikusa drgnęły.
Frost nie wybrał wielkiego noża ani rozżarzonego pręta. Wyciągnął małe, precyzyjne szczypce stomatologiczne. Podszedł do więźnia, a jego potężna dłoń zacisnęła się na szczęce wojownika niczym imadło, unieruchamiając głowę.
- Ktoś skradł i przekazał wam naszą rozpiskę ataków z ostatniej akcji - odezwał się Glokta, a jego głos stał się zimny jak lód.
- Nasza ostatnia akcja na wasze wsie skończyła się zasadzką. Ktoś z Inkwizycji Podziemia wykrada mapy i harmonogramy przemarszu naszej piechoty. Chcę wiedzieć kto to jest!
Dzikus próbował szarpnąć głową ale uścisk albinosa był bezlitosny. Przez zaciśnięte zęby wypluł tylko jedno słowo w swoim języku, oznaczające pogardę.